sobota, 10 października 2015

Rozdział 6

Harry zawiózł mnie na lotnisko. Muszę spotkać się z mamą. Nie mogę jej zostawić samej.
-Nie bądź na mnie zły. Muszę jechać do mamy
-Nie jestem zły. Po prostu już tęsknie
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też
-Zobaczysz zanim się obejrzę to już wrócę
-Mam taką nadzieję. Na pewno nie jechać z Tobą?
-Nie Harry. Muszę pojechać sama
-No dobrze. Ale zadzwoń jak będziesz na miejscu
-Dobrze-Harry przytulił mnie po czym musnął moje usta. Poszliśmy kupić mi bilet
-Dalej już nie mogę-wpił się w moje usta. Wplotłam dłonie w jego włosy. Trzymał mnie w talii, żebym nie upadła. Kule leżały na ziemi. Jedną zjechał na mój tyłek. Lekko go ścisnął. Jęknęłam mu w usta. Po chwili oderwaliśmy się od siebie
-Kocham Cię Sam. Wróć szybko do mnie
-Wrócę-Harry podał mi kulę-Ja Ciebie też kocham-przeszłam przez odprawę. Po 40 minutach siedziałam na swoim miejscu. Spojrzałam na telefon. Miałam wiadomość od Harry'ego
"Kocham. Tęsknie. Płaczę, bo nie ma Cię obok mnie. Chciałbym móc poczuć twoje usta na swoich. Twoją dłoń splecioną z moją. Objąć Cię ramieniem. Powiedzieć jaka jesteś piękna i jaki ze mnie szczęściarz, że Cię mam. Chciałbym pokazać Ci jak mocno Cię kocham. I, że zostaniesz na zawsze w moim sercu"
-Proszę wyłączyć telefon-powiedziała stewardessa
-Dobrze-szybko mu odpisałam
"Kocham Cię najmocniej na świecie. Jestem na zawsze twoja Harry"
Włączyłam tryb samolotowy i podłączyłam słuchawki. Włączyłam muzykę. Po chwili startowaliśmy. Czas szacowany jest na około 8 godzin. Będę miała sporo czasu, żeby pomyśleć, co powiedzieć mamie, gdy ją zobaczę. Powiem "Cześć mamo. Pamiętasz mnie jeszcze. To ja Sam. Twoja córka z pierwszego małżeństwa". Może będzie mnie pamiętać i przywita oschle. A może przytuli mnie i pocałuje w czubek głowy tak jak zawsze to robiła. Ale wiem jedno, że ją kocham tak samo jak tatę. może za bardzo sobie tego nie okazujemy. Jestem ciekawa czy ma dzieci? Czy jest szczęśliwa ze swoim facetem? Jest tyle pytań na których odpowiedz poznam niedługo. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w muzykę. Chciałam odpocząć od tych wszystkich myśli
*~*
Obudziła mnie stewardessa, żeby powiedzieć, że zaraz będziemy podchodzić do lądowania. Dość długo spałam. Może to mi było potrzebne. Po pół godzinie odebrałam swój bagaż i pierwsze co to włączyłam telefon, żeby napisać do Harry'ego
-Sami
-Hej Harry. Już wylądowałam. Cała i zdrowa
-Cieszę się. Tęsknie za Tobą
-Ja też
-Wrócisz szybko
-Tak
-Dobrze. Kocham Cię
-Też Cię kocham Harry. Zadzwonię później
-Dobrze Kochanie
Harry jest przesłodki. Cieszę się, że jesteśmy razem. Ktoś mnie popchnął. Wszystko wypadło mi z rąk włącznie z kulami. Blondynka w ogóle się nie przejęła 
-Mówi się kurwa przepraszam
-Przepraszam za siostrę. Pokłóciła się z chłopakiem i jest zła na cały świat
-Spoko, ale mogła chociaż powiedzieć przepraszam
-Wiem. Proszę-podał mi kulę i telefon
-Dzięki
-Pomoc Ci?-brunet posłał mi uroczę spojrzenie
-Jakbyś mógł. Tylko nie posyłaj mi takich spojrzeń, bo mam chłopaka
-Spoko. Nie chciałem, żebyś zrozumiała mnie źle. Choć jesteś ładna
-Dziękuję
-A mogę spytać co Ci się stało?
-Za bardzo szalałam na imprezie. Tańczyłam na stole. Wylałam drinki i się poślizgnęłam
-Musiała być ostra impreza
-Jak ja jestem to jest zawsze ostra impreza. Ale dam Ci dobrą radę z doświadczenia
-Nigdy nie mieszaj czystej z narkotykami
-Aż taki odlot?
-Odlot nieziemski, ale później masz wrażenie, że umierasz 
-Serio?
-Tal
-Jack
-Tata-brunet przywitał się ze swoim ojcem-Tato możemy zawieść-spojrzał na mnie. No tak nie wie jak mam na imię
-Sam
-Sam, bo Jasmina potrąciła ją i nawet nie przeprosiła
-Ale to żaden kłopot. Jestem Jerry
-Sam-wsiedliśmy do jego samochodu
-Gdzie Cię zawieść-podałam mu kartkę z adresem mamy. Spojrzał na mnie i na kartkę-Jesteś Sam Anderson. Córka Amandy
-Tak. Skąd zna pan moją mamę?-spytałam powoli, bo trochę się bać zaczęłam
-Amanda jest moją narzeczoną
-To miło pana poznać
-Jaki pan? Jerry
-Fajnie Cię mieć za siostrę
-Przynajmniej będę miała pewność, że nie będziesz mnie podrywał
-To też fakt. Jasmina przywitaj się z siostrą-dziewczyna nie zareagowała. Jack wyjął jej słuchawkę z ucha
-Coo?
-Przywitaj się z siostrą
-Cześć-włożyła słuchawkę z powrotem do ucha. Mój telefon zadzwonił
-Hallo
-Hej Sami
-Harry. Powiedziałam, że zadzwonię do Ciebie później
-No wiem, ale tęsknie
-Ja za tobą też tęsknie Misiu
-Już miałem do Ciebie jechać, ale Tomlinson mnie powstrzymał
-Louis Cię powstrzymał i o czym rozmawialiście
-O tym po co pojechałaś
-Oj Harry, Harry
-No co? Dla Ciebie to i na koniec świata
-Wiesz, że zanim moi rodzice się rozstali to byłam jedynaczką teraz mam trójkę rodzeństwa 
-Serio?
-No. Wiesz co Misiu muszę kończyć. Kocham Cię
-Ja Ciebie też Sami
-Papa
-Pa
-Skąd wiesz o Alice?-spytał Jack
-O kim?
-Jak mówiłaś, że masz trójkę rodzeństwa to o kim?
-O was i o Niallu. Synu mojej macochy
-No to masz czwórkę rodzeństwa-dodał Jerry
-Jak to?
-Alice jest moją i twojej mamy córką
-Okay. Mógłby mi pan powiedzieć co z mamą
-Louis Ci powiedział?
-Tak
-Twoja mama ma raka nerki. Potrzebny jest przeszczep. Żadne z nas nie może być dawcą
-Mama jest teraz w domu?
-Tak
-A mógłby mnie pan zawieść do szpitala, w którym się leczy
-Sam porozmawiaj najpierw z mamą
-Nie, bo jeśli moja nerka będzie się nadawać to ona jej nie weźmie. Za dobrze ją znam
-No dobrze
-Dziękuję. Tylko proszę nic nie mówić mojej mamie
-Dobrze. Jesteś bardzo podobna do mamy
-Każdy mi to mówi-zatrzymaliśmy się pod szpitalem
-Na pewno chcesz iść sama. Może chociaż Jack z Tobą pójdzie
-Nie. Wole iść sama
-Jak chcesz. Tu masz mój numer. Zadzwoń jak będziesz potrzebować pomocy-podał mi swoją wizytówkę i kartkę z adresem. Wysiadłam i weszłam do środka
-Dzień dobry. Nazywam się Sam Anderson i jestem córką Amandy Anderson. Chciałbym porozmawiać z lekarzem prowadzącym chorobę mojej mamy
-Doktor Smith jeszcze nie zaczął dyżuru, ale zaraz. O już idzie. Doktorze
-Tak słucham-młody mężczyzna stanął obok mnie
-Chciałabym porozmawiać z panem o Amandzie Anderson
-A jesteś?
-Jej córką. Sam Anderson
-Dobrze. Zapraszam do gabinetu.-poszłam za doktorem. Weszliśmy do pomieszczenia. Usiadłam przy biurku. Lekarz zajął miejsce naprzeciwko mnie
-Co byś chciała wiedzieć
-Wiem tyle, że mama ma raka nerki i potrzebny jest przeszczep
-Tak
-To jedyna szansa, żeby ją uratować
-Niestety tak. Moglibyśmy wyciąć twojej mamie nerkę i też dalej mogłaby żyć, ale ona się na to nie zgadza
-Rozumiem. Chciałabym zrobić badania czy coś, żeby sprawdzić czy moja nerka się nadaję
-Jesteś strasznie zdeterminowana tak samo jak mama. Dobrze. Kiedy chciałabyś zrobić badania
-Jak najszybciej. I mam nadzieję, że moja noga w gipsie nie stanowi problemu
-Bierzesz jakieś antybiotyki czy coś?
-Nie
-To nie stanowi
-To kiedy mogę je zrobić
-Teraz
-Super
-Ale najpierw muszę Ci zadać parę pytań
-Proszę
-Chorujesz na coś?
-Nie
-Bierzesz jakieś leki?
-Co najwyżej na kaca
-Dużo imprezujesz?
-Tak
-Pijesz?
-Tylko na imprezach?
-A dużo?
-Tak
-Palisz?
-Sporadycznie
-Brałaś narkotyki?
-Tak
-Jesteś na coś uczulona
-Na wanilie i orzechy
-Dobrze. To zapraszam
-A mam jeszcze jedno pytanie
-Słucham?
-Jeżeli moja nerka będzie odpowiednia to kiedy byłaby operacja
-Jutro rano
-Dobrze-poszliśmy do sali. Pielęgniarka pobrała mi krew. Zrobili jeszcze jakieś badania i kazali poczekać. Nie lubię czekać w takich chwilach. Wyjęłam telefon i napisałam do Harry'ego
"Jak tam?"
"Tęsknie. Ogólnie to nudno. Ty jesteś tam. Niall z Tori poszli do kina. A Liama nie ma. A co u Ciebie?"
"Czekam na wyniki badań"
"Sam. O jakich badaniach Ty mówisz? Co się stało? Mam przyjechać?"
"Spokojnie. Robiłam badania czy mogę być dawcą nerki dla mamy"
"Chcesz oddać mamie nerkę?"
"Jeżeli to uratuje jej życie. To tak. Wiem, że to wiąże się z tym, że koniec z imprezami, ale jeśli mama ma żyć to mogę poświęcić swoje życie towarzyskie. A zresztą mam Ciebie to wódka mi nie potrzebna"
"Moja kochana"
"Twoja na zawsze"
"Napisz jak będziesz wiedziała, czy będziesz mieć operacje, czy nie"
"Dobrze"
-Mam wyniki twoich badań

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 5

*Oczami Louis'ego*
-No dobrze. Dziękuję wam wszystkim i widzimy się za dwie lekcje na muzyce-wszyscy wyszli z sali
-Louis
-Sam coś się stało?
-Nie. Tylko chciałam spytać czy jak byłeś w Nowym Jorku to spotkałeś moją mamę
-Spotkałem
-Co u niej?
-Wszystko dobrze
-Ma kogoś?
-Tak. Kochają się i naprawdę wszystko okay
-Kłamiesz
-Nie prawda
-Znam Cię od paru ładnych lat i wiem kiedy kłamiesz, więc co u mojej mamy
-Obiecałem, że nic Ci nie powiem
-Co się stało?
-Zadzwoń do niej
-Louis proszę powiedz mi
-Sam proszę nie wyciągaj ode mnie żadnych informacji
-Louis błagam
-No dobrze. Twoja mama jest chora
-Chora? Na co?
-Ma raka nerki czeka na przeszczep
-Co? Nie to nie może być prawda
-Przykro mi Sam
-Dziękuję Ci, że mi to powiedziałeś. Masz może jej adres
-Sam nie mów mi, że z nogą w gipsie chcesz jechać do Nowego Jorku
-A mam wybór? Muszą ją za wszystko przeprosić
-Jesteś tego pewna
-Chyba niczego innego w życiu nie byłam pewniejsza
-No dobrze-zapisałem jej adres na kartce jej mamy-Proszę
-Dziękuję. A czemu zrezygnowałeś ze studiów
-Dla muzyki. Przypomniałem sobie twoje słowa
-To Ty mi zawsze powtarzałeś, że mogę wszystko osiągnąć jak w to uwierzę
-Ale Ty zawsze we mnie wierzyłaś
-Taa...Będę już szła
-Okay
-Jeszcze raz dzięki za adres
*Oczami Sam*
Przed salą stała Lottie
-Sam możemy pogadać
-Jasne coś się stało
-Chodzi o Ciebie i Louis'ego
-Okay
-Sam. Wiesz, że Cię kocham z całego serca i chce dla Ciebie jak najlepiej. Więc proszę Cię zapomnij o moim bracie on nie jest odpowiedni dla Ciebie. Wiem, że nie powinnam tak mówić, bo to mój brat, ale on tak naprawdę nie wyjechał na studia on wyjechał do dziewczyny, która była z nim w ciąży. Okazało się, że go okłamała, dlatego tam został, ale zmierzam do tego, że gdy Ty się w nim kochałaś on się pieprzył z inną. Masz Harry'ego. On jest naprawdę fajnym chłopakiem. Nie marnuj swojego czasu dla Louis'ego. On na Ciebie nie zasługuję
-Lottie nie musisz się martwić, bo kocham Harry'ego. Wiadomo, że nie będzie mi jak na razie zapomnieć o Louis'm, ale nic już do niego nie czuję
-To dobrze
-Przepraszam Cię ale muszę znaleźć Harry'ego, żeby zawiózł mnie do domu
-Coś się stało?
-Muszę lecieć do mamy. Jest chora
-Przykro mi
-O Harry. Papa Lottie
-Pa-podeszłam do Harry'ego
-Co się stało?
-Zawieź mnie do domu
-Po co?
-Proszę, zanim mój ojciec wróci z firmy
-No dobrze-wyszliśmy ze szkoły. Harry otworzył mi drzwi od samochodu po chwili sam wsiadł-Możesz mi powiedzieć o czym z nim rozmawiałaś? Co Ci powiedział, że chcesz wracać do domu
-O mojej mamie
-Wierzę Ci, ale jak coś to mi powiesz
-Oczywiście
-Kocham Cię
-Też Cię kocham-po chwili Harry parkował pod moim domem
-Wejść z Tobą?
-Możesz-weszliśmy do domu. Jennifer siedziała ojcu na kolanach. Myślałam, że go nie będzie
-Sam co tu robisz?
-Mieszkam
-Co Cię się stało w nogę
-Nie ważne
-Przyszły twoje oceny
-Nie mam czasu o tym rozmawiać-poszliśmy na górę. Harry usiadł na łóżku a ja wyjęłam walizkę z szafy i zaczęłam się pakować
-Jedziesz do mamy?
-Tak
-Poradzisz sobie?
-Myślę, że tak-gdy skończyłam pakować rzeczy usiadłam Harry'emu na kolanach-Co jest?
-Ale wrócisz do mnie
-Jeszcze głupio się pytasz. Kocham tylko Ciebie Harry-pocałowałam go
-Ja też kocham tylko Ciebie
-Odwieziesz mnie na lotnisko
-Pewnie-Harry wziął moją walizkę
-Dokąd Ty się wybierasz?-spytał mnie ojciec
-Do mamy
-Kiedy wracasz?
-Jeszcze nie wiem
-Dobrze. Uważaj na siebie
-Zawsze to robię



Przepraszam, że taki krótki. Przepraszam, że taki beznadziejny. PRZEPRASZAM

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 4

Przyjechaliśmy do szpitala. Pobiegliśmy do środka. Znaczy Harry pobiegł, bo ja ledwo co opanowałam chodzenie a co dopiero bieganie. W szpitalu spotkaliśmy Tori
-Sam co Ci?
-Teraz to nie ważne. Gdzie on jest?
-Nie wiem-już mieliśmy się pytać pielęgniarki, ale usłyszeliśmy krzyk Liama. Poszliśmy w tamtą stronę. Liam siedział na podłodze i płakał. W tej chwili wywozili panią Payne. Była taka blada. Jak ją zobaczyłam poczułam łzy w oczach. Była dla mnie jak mama
-Liam tak mi przykro-powiedziała Vic łamiącym się głosem.
-Sam-odezwał się Liam. Spojrzałam na niego
-Tak mi przykro. Twoja mama była cudowną kobietą. Nie zasłużyła na to-ryczałam
-Spokojnie-Liam mnie przytulił.-Już cicho-złapałam się jego, bo nogi miałam jak z waty
-Stary pojedziesz do mnie-powiedział  Harry
-Nie chce wam przeszkadzać
-Jakie przeszkadzać. Co Ty pierdolisz
-No bo Sam jest u Ciebie i pewnie mieliście inne plany
-Stary. Teraz musimy zając się Tobą i Victorią-spojrzałam na nią. Wyglądała okropnie
-Kochanie co jest?-spytałam
-No, bo. Nie dobrze mi
-Chodź skarbie-zakręciło mi się w głowie
-Sam-Harry mnie złapał-Co Ci jest?
-Nie wiem-Harry zaprowadził mnie do samochodu. Wszyscy pojechaliśmy do niego
~*~
Od śmieci pani Payne minęły dwa tygodnie. W zeszłym tygodniu był pogrzeb. Liam pojechał do rodzinnego miasta i powiedziała, że spędzi tam jakiś czas. Dzisiaj jest pierwszy dzień, kiedy idziemy do szkoły. Właśnie siedzę w samochodzie Harry'ego. Bardzo mi pomógł się pozbierać. Louis'ego nie widziałam ani razu. Wysiedliśmy z samochodu. Za tydzień mam się zgłosić na kontrolę. Oby zdjęli mi ten pieprzony gips
-Hej. Jak się trzymasz?-spytała Tori
-Jak to Liam powiedział, trzeba żyć dalej, jak gdyby nic
-Wiecie, że mamy nowego nauczyciela
-Od czego?-spytał Harry
-Od muzyki i matematyki
-Mój kochany przedmiot-wszyscy zaczęliśmy się śmiać
-Idzie nasz nowy nauczyciel-spojrzał w stronę parkingu i zobaczyłam jego-Dzień dobry
-Witaj Victorio-odpowiedział jej. Harry złapał mnie w pasie i pocałował linie mojej szczęki-A jednak
-Tak-uśmiechnęłam się-Co Ty znaczy pan tu robi?
-Uczę matematyki i muzyki-ktoś zasłonił mi ręką oczy
-Buu
-Lottie
-Jezu Louis idź stąd. Nikt Cię nie lubi-Harry się zaśmiał
-Ja Ciebie też kocham siostrzyczko
-A ja Ciebie nie-Louis poszedł do szkoły-Co Ci?
-Długa historia. Harry poznaj Lottie moją przyjaciółkę. Lottie to jest Harry mój chłopak, bo domyślam się, że wy już się znacie-wskazałam na Tori. Obydwie pokiwały głowami. W tej chwili Niall przechodził obok nas-Niall-zawołałam go
-Hej Sam. Co Ci się stało w nogę?
-Za bardzo szalałam na imprezie
-Ej-krzyknęła Lottie. Cmoknęłam w jej stronę
-Dobra. Mam pytanie. Ojciec dostał już oceny
-Tak
-To ja do domu nie wracam. Bardzo zły?
-Strasznie
-Harry przeprowadzam się do Ciebie
-Spoko-cmoknął mnie w policzek
-Niall tak sobie pomyślałam, że pójdziemy gdzieś razem po szkole-wszystkich zdziwiło moje pytanie-W zasadzie to w piątkę pójdziemy-nikt nic nie mówił. Szturchnęłam Harry'ego
-To jest dobry pomysł
-Przepraszam, ale dziś już się z kimś umówiłem. Może innym razem-spojrzał na Victorię. Tori była zawstydzona
-Czy nie macie mi nic do powiedzenie-uśmiechnęłam się znacząco
-Ja nie-powiedział Harry z Lottie
-To nie do was pytanie
-A okay-znowu powiedzieli razem
-No tak jakby jesteśmy razem
-I ja się teraz o tym dowiaduję 
-No tak jakoś wyszyło-powiedział Niall
-Dobra nie ważne, Co mamy pierwsze
-Raczej drugie
-Co?-spytał Harry
-Przyjechaliście na drugą lekcje
-Serio?-spytałam z Harry'm
-No
-To co mamy drugie?
-Muzykę
-Super. Będę musiała słuchać mojego brata-powiedziała Lottie-uśmiechnęłam się. Weszliśmy do sali chwilę po dzwonku
-O cieszę, się, że zaszczyciliście nas swoją obecność. W szczególności panienka Andreson-powiedział dyrektorka, która nigdy mnie nie lubiła
-Ja nie tryskam takim entuzjazmem jak pani
-Jaka szkoda. A co Ci się stało w nóżkę 
-A czy to ważne
-Choć w sumie nie musisz mówić, bo i tak każdy z nas wie, że bawiłaś się na imprezie z jakimś chłopcem zapewne z Harry'm bądź Liamem i złamałaś nóżkę-zacisnęłam ręce ze złości-Co, aż takie to kompromitujące, że boisz się przyznać-stanęłam przed nią
-Ja nie jestem panią, że w wieku 17 lat płacić facetowi za to, żeby mnie pieprzył tak jak panie płaciła mojemu ojcu-chciała mnie uderzyć, ale czyjaś męska dłoń ją powstrzymała. Spojrzałam w tamtą stronę. Moje oczy spotkały się z jego ślicznymi niebieskimi tęczówkami
-Lepiej będzie jak pani sobie już pójdzie-powiedział
-Bronisz jej?-spytała. Louis nic nie odpowiedział. Wyrwała swoją rękę i wyszła
-W porządku?-spytał a rękę położył na moim ramieniu. Kiwnęłam głową
-Chodź zaprowadzę Cię do ławki-Harry złapał mnie w pasie. Usiadłam w ławce
-No dobrze, będę musiał wam wszystko sam powiedzieć-zaczął Lou-Wasza wychowawczyni jest na zwolnieniu i póki jej nie ma ja będę waszym wychowawcą. Niektórzy mnie już znają, ale jeszcze raz się przedstawię. Nazywam się Louis Tomlinson. Ktoś ma jakieś pytanie albo chciałby coś powiedzieć-podniosłam rękę-Tak Sam
-Obecny tutaj Harry Styles jest moim chłopakiem, więc jeśli jakaś dziewczyna się do niego zbliży to pożałuje, że się urodziła-Harry się uśmiechnął i wyszeptał "Kocham Cię"
-Dobrze. Ktoś jeszcze m coś do powiedzenie. No dobrze. Może zrobimy tak wy mi coś powiecie o sobie i ja też. Co wy na to-prawie cała klasa pokiwała głowami
-Nuda-powiedziała Lottie
-Lubię tą twoją koleżankę-powiedział Harry
-No dobrze. Może ja zacznę. Mam 24 lata. Mam jednego brata i pięć nieposłusznych sióstr-spojrzał wymownie na Lottie-W wieku 21 lat wyjechałem do Nowego Jorku. Studiowałem tam przez dwa i pół roku a później rzuciłem je i wróciłem do domu. Dwa tygodnie temu przeprowadziłem się z rodziną do Londynu. A wychowałem się w Doncaster. Interesuje się muzyką i to właśnie dla niej rzuciłem studia, a przekonały mnie słowa mojej byłej i obecnej sąsiadki. No to teraz wasza kolej-każdy po kolei mówił coś o sobie. Tyle się u niego zmieniło. Był w Nowym Jorku ciekawe czy spotkał moją mamę. 
-Sam teraz Ty?-powiedział Louis
-Interesuję mnie szybkie samochody. Mam zamiar jak najszybciej skończyć tą szkołę i objechać cały świat. Moim przyrodnim bratem jest Niall. Moi rodzice są po rozwodzie. Wychowałam się w Doncaster. Lubię dobrą zabawę. Harry jest moim chłopakiem. Mam zamiar całe życie dobrze się bawić
*Oczami Louis'ego*
Nic się nie zmieniła. Od dziecka chciała zwiedzić cały świat. Tak jak jej mama. Niby jej mama poprosiła mnie, żebym nie mówił nic sam o tym, że jest chora ale ona powinna wiedzieć. Wiem, że Sam nadal kocha swoją mamę tak jak ona ją. Nie mogę przestać o niej myśleć. O jej cudownych oczach. Wspaniałym uśmiechu, który potrafi rozweselić najbardziej smutną osobę. Przez cały czas gdy mnie nie było widziałem jej oczy, słyszałem jej śmiech. Tęskniłem za nią przez ten cały czas. A teraz gdy jesteśmy tak blisko to wiem, że tak daleko jesteśmy od siebie.  Czemu nie mogłe zebrać się na odwagę i powiedzieć jej, że ją kocham. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie dzwonek


piątek, 24 lipca 2015

Informacja

Uwaga!

Związku z tym, że w poniedziałek wyjeżdżam na dwa tygodnie
i 
potem wracam na dwa dni 
i 
znowu wyjeżdżam do końca tygodnia
rozdziały pojawią się od
17 sierpnia
Mam nadzieję, że mi wybaczycie, 
że tak długo będziecie musieli czekać
Będę sobie pisała w zeszycie,
bo gdy wrócę do domu,
będę od razu wstawiać
mam nadzieję, że mój plan się powiedzie
i
rozdziały będę pojawiały się codziennie
KOCHAM WAS NAJMOCNIEJ NA ŚWIECIE


Rozdział 3

-Zaśpiewaj mi coś-poprosiłam 
-Przecież nie umiem śpiewać 
-Umiesz
-Nie
-A umiesz mówić
-Umiem
-To umiesz i śpiewać 
-Niech Ci będzie

Stained coffee cup
Just a fingerprint of lipstick’s not enough
Sweet where you lay
Still a trace of innocence on my pillowcase
Waking up
Beside you I’m a loaded gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I got no control
No control
Powerless
And I don’t care it’s obvious
I just can’t get enough of you
The pedals down, my eyes are closed
No control
Taste on my tongue
I don’t wanna wash away the night before
In the heat where you lay
I could stay right here and burn in it all day
Waking up
Beside you I’m a loaded gun
I can’t contain this anymore
I’m all yours, I got no control
No control
Powerless
And I don’t care it’s obvious
I just can’t get enough of you
The pedals down, my eyes are closed
No control
Lost my senses
I’m defenceless
Her perfumes holding me ransom
Sweet and sour
Heart devour
Lying here I count the hours
(One Direction - No Control)
-Ładnie
-Ty też ładnie śpiewasz
-Taa..
-No co przecież to prawda
-Nie, to nie jest prawda
-Tak, to jest prawda
-Nie
-Tak
-Nie
-Nie
-Tak
-Widzisz mówię, że ładnie. Sama to potwierdziłaś
-Wrobiłeś mnie
-Cóż. Taki już jestem-zaczęłam się śmiać-Zobacz spadająca gwiazda. Pomyśl życzenie-pocałuj mnie
-Już-powiedziałam, Louis pocałował mnie w policzek-Co to było??
-Jak się pomyśli życzenie, ktoś musi Cię pocałować
-Fajnie-uśmiechnęłam się. Mogłam tak siedzieć całymi dniami. Nie ważne gdzie. Ważne, że z nim. Gdy on jest przy mnie nic inne się nie liczy. Tylko on. Przy nim nie myślę co mnie spotka. Mój anioł położył głowę na moim brzuchu
-Louis
-Mmmm...
-O czym myślisz??
-O Tobie
-Hahaha...Ale ja się pytam na serio
-O życiu
-To znaczy
-Co będzie dalej. Czy dostanę jakąś dobrą pracę. Kim będę i z kim będę
-Przecież chciałeś zostać piosenkarzem 
-Niby tak, ale nie wiem..A Ty??
-Co ja??
-Kim chcesz zostać??
-Nie wiem, nie zastanawiałam się
-Chciałaś napisać książkę
-No tak, ale przecież wiesz, że to się nie uda. Nie sądzę, że coś w życiu osiągnę. Jestem beznadziejna
-Nie mów tak. Nie jesteś beznadziejna tylko wspaniała. Nie poddawaj się. Wierz w swoje marzenia. I nie daj wmówić sobie, że do niczego się nie nadajesz. Pamiętaj. Okay??
-Okay
-Ale mogłabyś zostać modelką. Jesteś szczupła, ładna, masz długie nogi i odpowiedni biust
-Coo??
-Nic. Pieprze głupoty
-Właśnie słyszę-oboje zamilkliśmy
-Sam??
-No
-Dlaczego poświęcasz mi tyle czasu??-bo Cię kocham. Uzależniłam się od Ciebie. Jesteś moim narkotykiem, którego pragnę coraz bardziej. Jesteś moim tlenem, wszystkim co mam. Kocham Cię. Chciałabym Ci to powiedzieć, ale boję się, że to spieprzy naszą relację. Ale wiem, że nie mam u Ciebie szans-SAM!!
-Już schodzę na ziemię
-Cieszę się
-Ja też
-Nie odpowiedziałaś na moje pytanie
-Nie wiem. Po prostu Cię lubię
-Okay
-Sam, Sami-Harry szturchnął mnie w ramię
-Coś się stało??
-Właśnie nie wiem. Płaczesz, więc
-Harry. Ja. Przepraszam.-łzy znowu zaczęły mi spływać z oczu. Harry mnie przytulił
-Już dobrze. Nie płacz. Czy to przez niego??-pokiwałam głową. Chłopak głaskał mnie po plecach i całował w czoło
-Harry. Ja. Chciałam Ci powiedzieć, że...Pocałuj mnie-zdziwiło go to co powiedziałam, ale po chwili poczułam jego usta na swoich. Po dłuższym czasie oderwaliśmy się od siebie. Ale mi to nie wystarczało. Chciałam jeszcze. Albo Harry czyta w myślach, albo chciał tego co ja, bo położył mnie i zaczął całować. W tej chwili zadzwonił telefon.
-To Liam
-Hallo
-Sam. Proszę przyjedź z moją mamą jest caraz gorzej. Proszę Sam
-Liam uspokój się. Już jedziemy. Za dwadzieścia minut będziemy 
-Co jest??-spytał Harry
-Z Liam'a mamą coraz gorzej
-To jedziemy
-Musimy








Przepraszam, że taki beznadziejny.
Jakoś nie miałam kompletnie pomysłu
Mam nadzieję, że da się jakoś przeczytać
Proszę komentujcie
Kocham Was

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 2

Rozdział z dedykacją dla Joasi
Wszystkiego najlepszego <3

Tylko Harry wiedział kim jest Louis i co do niego czuję. Wszystko zaczęło się układać. Było super. Zapomniałam o nim i o tym co było. Ale gdy go zobaczyłam to wszystko wróciło. Złość, nienawiść, radość i smutek. To wszystko ci teraz czuję. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach
-Będzie dobrze Sami
-Wszystko zaczęło się układać a on teraz wrócił i znowu zaczęło się jebać
-Sami proszę nie płacz. Nie mogę. Nie płacz
-Czego Ty nie możesz?? To ja jestem w beznadziejnej sytuacji-Harry zatrzymał samochód
-Ty nic nie rozumiesz
-To mi wytłumacz
-To nie jest takie proste
-Harry albo powiesz mi o co chodzi albo wysiadam z samochodu i idę do domu
-Daleko nie zajdziesz z tą nogą
-Przekonajmy się
-Sam proszę daj mi jeszcze jeden dzień a obiecuję Ci, że wszystko Ci wytłumaczę
-Ja już mam dosyć tych kłamstw-nie był w stanie mi nic odpowiedzieć-Jak chcesz-wysiadałam. Noga mnie tak bolała, że do domu dojdę za trzy dni.
-Sam-Harry mnie zawołał. Zatrzymałam się, ale nadal stałam tyłem-Kocham Cię. Rozumiesz. Kocham-czy on powiedział mi, że mnie kocha. Podszedł do mnie i przytulił-Bardzo mocno Cię kocham-odwróciłam się a Harry mnie pocałował. Odwzajemniłam ten pocałunek
-Ja Ciebie też kocham
-No dobra, ale teraz jedziemy do szpitala
-Okay-wziął mnie na ręce i zaprowadził do samochodu. Po piętnastu minutach byliśmy pod szpitalem. Wysiedliśmy i ruszyliśmy w stronę drzwi. Harry gadał z pielęgniarką. Zawieźli mnie na rentgen. Po pół godzinie lekarz mnie zbadał. Okazało się, że mam mocne zwichnięci. Założyli mi gips na cztery tygodnie a potem zgłosić się na kontrolę. Po półtorej godzinie mogłam iść już do domu. Na korytarzy siedział znudzony Harry
-Mocne zwichnięcie
-Moja kochana. Zaopiekuję się Tobą
-No ja mam taką nadzieję-cmoknął mnie w policzek. Chodzenie o kulach nie jest takie proste jak się wydaję. Po pół godzinie byliśmy pod domem Harry'ego.
-Zjesz coś?? Napijesz się czegoś?? A może włączyć Ci film, muzykę??
-Po prostu usiądź i mnie przytul
-Okay-usiadł obok mnie a ja się do niego przytuliłam. Zrobiło mi się ciepło. Pocałował mnie w skroń. Teraz to jest tylko mój Harry. Jeżeli jakaś laska będzie chciała go poderwać to mnie popamięta
-Kocham Cię Sami
-Ja Ciebie też kocham Harry
-Marzyłem o tym
-A ja o Tobie
-Co robimy??
-Przytulamy się
-Ale nie w tej chwili
-Może obejrzymy film
-Jaki??
-"Bez mojej zgody" albo "Nostalgia Anioła"
-Znasz te filmy na pamięć i zawsze na nich płaczesz
-Dobra. Niech Ci będzie. Może być "Szybcy i wściekli"
-W końcu jakiś sensowny film
-A później oglądamy "Ósmoklasiści nie płaczą"
-Sami błagam
-Ja chcę to obejrzeć i koniec kropka
-Okay, ale oglądasz sama
-Nie z Tobą, bo inaczej się obrażę
-Szantażujesz mnie
-Nie inaczej. Więc jak??
-Dobra/ A dzwonimy do Vic i Liam'a
-Tak, bo z Vic najlepiej ogląda mi się "Ósmoklasiści nie płaczą"
-To ja nie będę musiał z wami oglądać
-Będziesz musiał. A teraz daj mi telefon to do nich zadzwonię-Harry podał mi telefon. Najpierw wybrałam numer do Tori
-Hej Harry. Tan??
-Hej Tori to nie Harry tylko ja Sam. U mnie dobrze a Harry krzyczy, że u niego cudownie a co u Ciebie??
-Hej Sami. U mnie też dobrze
-Jest sprawa
-Mam się bać??
-Nie. Tylko czy wbijasz do Harry'ego, bo on nie chce ze mną obejrzeć "Ósmoklasiści nie płaczą"
-Chciałabym, ale nie mogę
-Dlaczego??
-Szlaban po ostatniej imprezie. Rodzice będą mnie zawozić i odwozić ze szkoły
-Współczuję
-Ja sobie samej też. Wiesz muszę kończyć, bo przez telefon też nie mogę rozmawiać
-Dobra trzymaj się tam
-Dzięki
-Kocham
-Ja bardziej
-Nie prawda
-Wariatka
-Wiem
-Do jutro
-Może
-Buziaki
-Papa
-Victoria nie przyjdzie, bo ma szlaban po ostatniej imprezie
-Uuu...współczuję jej
-No nie. dzwonie do Liam'a
-Okay
-Hejo Li
-Sam. He. Co tam??
-Dobrze a u Ciebie??
-Bywało lepiej
-Co jest??
-Mama w szpitalu
-Przykro mi. Będzie dobrze
-Mówisz
-Tak
-Kocham Cie Sam
-Ja Ciebie też kocham 
-Muszę kończyć
-Okay
-Pa
-Papa
-Jego też nie będzie. Mama jest w szpitalu
-Jemu też współczuję. Zaraz czemu Ty go kochasz??
-Bo to mój przyjaciel
-Ale nie możesz go kochać
-Jego kocham jak brata a Ciebie jak chłopaka
-No ja mam nadzieje
-Dobra. Włączaj ten film
-Już
-No i jeszcze gdybyś mógł przynieść mi coś do picia i zrobić coś do jedzenia
-Jeszcze jakieś wymagania??
-Na razie nie
-Okay-Harry poszedł do kuchni.Wrócił po chwili z szklanką i talerzem
-Zrobiłem ci kanapki, bo nie mam nic innego
-Nie gadaj tyle tylko włączaj ten film i siadaj obok mnie, bo mi zimno-wywrócił oczami-I nie wywracaj oczami
-Dobrze. Już. Nie denerwuj się tak-włączył ten film i usiadł obok mnie. Najpierw obejrzeliśmy "Szybcy i wściekli 5" a potem Harry z niechęcią włączył  "Ósmoklasiści nie płaczą". Już na początku filmu zaczęłam płakać. Harry podał mi chusteczki. Gdy film się skończył spojrzałam na zegarek. Była 21:30
-To co może jakiś horror-zaproponował Harry
-Może być
-Ale ja wybieram
-Okay
-"Martwa cisza"
-Wszystko tylko nie to
-Ja nie chciałem oglądać filmu a obejrzałem, więc teraz twoja kolej
-Ale wiesz, że to jest jeden z horrorów na którym się boję
-Trudno
-Nie lubię Cie
-A ja Cie kocham-Harry położył rękę na moim policzku i zaczął się powoli zbliżać
-Jak chcesz mnie pocałować to zrób to
- Ale ja nie wiem...
-Nie gadaj tylko całuj-wpił się w moje usta
-Nieziemsko całujesz-powiedział gdy ju się od siebie oderwaliśmy
-Możemy nie oglądać tego horroru
-Możemy
-Dziękuję. Mam do Ciebie pytanie
-No
-Jak ja mam się umyć
-Ja Cie mogę umyć
-Jaja sobie robisz??
-Nie. Dlaczego??
-Proszę Cie. Jesteśmy razem od 5 godzin a Ty już zaczynasz
-Nie zaczynam. Sam ja nie chcę Cię przelecieć, bo zależy mi na Tobie
-Ale..
-Jakie znowu ale?? Proszę zaufaj mi
-Dobrze-Harry uśmiechnął się. Podał mi rękę, żeby pomóc mi wstać. Doczłapałam się do łazienki-Będę delikatny-powiedział. Ściągnął mi koszulkę i odpiął moje spodnie. Usiadłam na wannie, żeby mógł mi je zdjąć. Po chwili nie miała już majtek i stanika na sobie. Bałam się spojrzeć mu w oczy. Harry po chwili też już był rozebrany. Gdy stanął przede mną, wstałam nadal nie patrząc na niego.
-Jesteś piękna-złapał za moją brodę żebym spojrzała mu w oczy
-Ciekawe z której strony
-Z każdej jednej
-No szczególnie z tą blizną po operacji
-Dodaje Ci uroku-uśmiechnęłam się-Jesteś na prawdę seksowna
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też kocham-weszliśmy do kabiny. Harry umył mnie delikatnie. Po 15 minutach wyszliśmy z kabiny. Harry wytarł mnie a później siebie. Stanęliśmy na przeciwko siebie. W jego oczach można było zobaczyć ciepło, Zaniósł mnie do sypialni. Położył na łóżku i po chwili sam zajął miejsce obok mnie. Położyłam głowę na jego torsie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam





Co tam u was??
Chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego Joasi z okazji urodzin. Dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności i spełnienia wszystkich marzeń. Kocham Cię <3
A jak wam się podoba rozdział?? 
Kocham Was <3  

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 1

ByObudziłam się rano z kacem mordercą. Chyba za dużo wczoraj balowałam. Choć nic nie pamiętam muszę stwierdzić, że impreza była udana. Wyjęłam telefon spod poduszki. Mam 15 nieodebranych połączeń i 5 smsów. Po jednym od Victori'i i Liam'a. I 3 od Harry'ego. Otworzyłam najpierw ten od Li.
"Żyjesz"
Nie. Następne były od Harry'ego
"Sam gdzie Ty kurwa jesteś"
W domu. Już w domu
"Do kurwy nędzy gdzie Ty jesteś"
Chyba znowu coś odwaliłam
"Martwię się o Ciebie"
Na samym końcu był sms od Tori
"Laska gdzie Ty jesteś. Martwimy się o Ciebie. Zadzwoń"
Chyba serio coś niezłego odwaliłam. Jak tak się o mnie martwią. Wybrałam numer Harry'ego. Po trzech sygnałach odebrał
-Sami
-Możesz mi powiedzieć co  znowu odwaliłam
-To nie jest rozmowa na telefon. Mogę wpaść??
-Jasne
-Okay. Będę za 5 minut
-Czekam
Uśmiechnęłam się choć i tak wiem, że tego nie widział. Ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę-był to Niall, mój przyrodni brat
-Jak tam kac??
-Skąd wiesz, że mam kaca??
-Zadzwoniłaś do mnie, żebym po Ciebie przyjechał, bo jakiś facet się do Ciebie dobiera
-Serio??
-Tak
-A to dzięki
-Nie ma sprawy-w tym momencie dostałam sms'a. Od Harry'ego
"Wiem, że i tak się uśmiechnęłaś"
Co za debil
-Przyniosłem Ci wodę i tabletki na ból głowy
-Dziękuję
-To ja już pójdę
-Niall. Naprawdę dziękuję, że po mnie przyjechałeś. Gdyby nie Ty teraz byłoby ze mną ciężko.
-Spoko-wyszedł. Dopiero teraz się kapnęłam, że jestem w samej bieliźnie. On mnie rozebrał czy ja sama. Chyba muszę się przebrać. Wstałam z łóżka i od razu tego pożałowałam. Moja kostka cholernie mnie boli. Doczłapałam się do szafy. Wyjęłam krótkie szorty dresowe i biustonosz sportowy. Założyłam spodenki i zdjęłam stanik.
-Zawsze będziesz mnie tak widać
-Harry
-No co mi się podoba.
-Mógłbyś się odwrócić
-No okay. Już się tak nie denerwuj-Harry odwrócił się. A ja szybko założyłam biustonosz a na to bluzę Louis'a. -Mogę się już odwrócić
-Tak
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic Ci nie jest
-Ja też-usidłam na łóżku opierając się o ścianę.-Siadaj i opowiadaj co ja znowu odwaliłam-usiadł obok mnie. Położyłam głowę na jego ramieniu. Harry strasznie mi się podoba. Jest miły, opiekuńczy a w szkole gra bad boy'a. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum.
-Nie boli Cię kostka??
-No boli a co??
-Zaczęłaś tańczyć na stole. Wylałaś drinki i poślizgnęłaś się. Spadłaś na ziemię a potem gdzieś mi znikłaś-Spojrzałam na swoją kostkę była spuchnięta.-Daj opatrzę Ci ją. Gdzie masz apteczkę??
-W kuchni. Pójdę po nią
-Nie Ty siedź. Ja pójdę. Gdzie jest dokładniej??
-W szafce nad zlewem
-Okay. Zaraz będę-uśmiechnęłam się do niego. Po chwili wrócił z apteczką w ręku. Posmarował mi nogę żelem chłodzącym i zawiną bandażem.
-Gotowe-usiadł obok mnie.-A teraz nagroda-chciałam dać mu buziaka w policzek, ale przekręcił głowę i złączył nasze usta. Było cudownie. Wcale nie przeszkadzał mi jego zarost. Zrobiło mi się gorąco Harry przeniósł na swoje nogi. Podciągnąć moją koszulkę do góry. Prawie ją zdjął, ale w ostatniej chwili ogarnęłam się co się dzieje
-Harry, Harry. Stop. Proszę
-Przepraszam-usiadłam na swoim poprzedni miejscu.-Ja już chyba pójdę -chciał wstać, ale go powstrzymałam
-Zostań-po oczach było widać, że jest nie pewny-Proszę
-No dobrze-z powrotem usiadł obok mnie
-Jak chcesz możemy o tym zapomnieć
-Tak by było najlepiej
-Dobrze-położyłam głowę na jego kolanach. Jego ręką znalazła się na moim brzuchu
-Ale Ty chuda jesteś
-No ciekawe z której strony
-Z każdej jednej. W ogóle masz ładną figurę. Powinnaś zostać modelką
-Nie, bo ich nie lubię
-Ale dlaczego??
-Harry skończ już
-No ale nie rozumiem. Masz ładną figurę i jesteś w ogóle ładna
-Skończysz już??
-Tak jak powiesz mi dlaczego mam skończyć-ponieważ Louis tak mi mówił. Ciągle mi powtarzał, że powinnam być modelką.
-Bo jesteś głupi i nie będę z Tobą o tym rozmawiać
-No dobra już się zamykam
-No ja mam taką nadzieję. Boże jak mnie głowa nawala
-No jak wczoraj tyle wypiłaś to się nie dziw
-Aż tyle nie wypiłam. Chyba
-Chyba czy na pewno??
-Nie wiem nie pamiętam
-Samanto Alice Anderson-mój ojciec wszedł do pokoju-Co Ty się dzieje-krzyknął gdy zobaczył Harry'ego
-Nic. A zresztą czy to ważne. A następnym razem mógłbyś zapukać
-To mój dom i mogę wchodzić gdziekolwiek mi się podoba i nie muszę pukać
-A do Niall'a byś tak nie wszedł
-Uważaj na słowa
-A co mi zrobisz??
-Gdzie byłaś w nocy??
-U Tori
-Tak. To czemu w gazecie są twoje zdjęcia z nim. Jak tańczycie i on dotyka Cię w nieodpowiednich miejscach-ojciec rzucił we mnie gazetą. Uśmiechnęła się i pokazałam zdjęcie Harry'emu. On też się uśmiechnął
-Aha i to są te nieodpowiednie miejsca-skomentował Harry nasze zdjęcie
-Najwidoczniej tak
-Samanto mamy nowych sąsiadów
-I co związku z tym??
-Idziemy dziś do nich na grilla
-Nie idę
-Dlaczego??
-Bo gdybyś się choć mną interesował to wiedziałbyś, że nie jem mięsa. I nawet widok czegoś mięsnego wywołuje u mnie wymioty
-Jeśli myślisz, że w to uwierzę to się myślisz. Tak czy siak idziesz
-Ale Harry idzie ze mną
-Nie
-Bo??
-Bo powiedziałem, że nie
-Nie chce wam przeszkadzać, ale ja Ci przypominam, że nocujesz mu mnie
-Właśnie. Jadę dziś do niego
-Dlaczego??
-Dlatego. Już wiesz dlaczego
-Nie tym tonem
-Przepraszam
-Nie przepraszaj tylko tak nie rób-powiedział Harry. Dostał w brzuch-Auć
-Pierwszy raz zgodzę się z Twoim kolega
-Zawsze musi być ten pierwszy raz
-To wszystko
-Tak
-To mógłbyś wyjść
-Pamiętaj o 16:00 idziemy do sąsiadów
-Specjalnie zapomnę-w końcu wyszedł-Nie lubisz mojego ojca
-Nie
-Ja też
-To co robimy??
-Nie wiem. A na co masz ochotę
-Na to żeby Cię przelecieć
-Przelecieć to możesz się samolotem
-Mam ochotę uprawiać z Tobą sex. Pasuję??
-Pomarzyć zawsze wolno
-Robię to co wieczór
-Jesteś zboczony
-Ty też-w tym momencie Harry'emu zadzwonił telefon.
-Hallo...Uspokój się...Powiedz mi na spokojnie co się stało....Ale jak to??...Dobra już jadę
-Przepraszam Cię ale muszę je jechać
-Ale co się stało??
-Ktoś włamał mi się do domu
-Jak to??
-Nie wiem
-Zadzwoń do mnie później
-Dobrze-wyszedł. Spojrzałam na zegarek. Była 15:30. To Harry siedział tu półtorej godziny. W sumie co ja się dziwie. Przy nim czas mija szybko. Postanowiłam wziąć prysznic. Wzięłam ręcznik i poszłam do łazienki. Gdy byłam w niej. Rozebrałam się  i weszłam do kabiny uważając na kostkę. Prysznic zajął mi 15 minut. Owinęłam się ręcznikiem. Poszłam do pokoju i stanęłam przed szafą. Założyłam krótki spodenki i do tego krótką bluzkę z napisem "Good Girls". Wysuszyłam włosy i pomalowałam rzęsy tuszem. Założyłam swoje ukochane białe trampki. Zeszłam na dół. Mój ojciec i jego ukochana żona już tam byli. Czekaliśmy na Niall'a. Po chwili zszedł
-To co idziemy??-spytała moja macocha
-A mogę powiedzieć, że nie-powiedziałam pod nosem
-Nie pyskuj
-Przecież nic nie mówiłam-jak ona to usłyszała. Przecież jest głucha. Wyszliśmy z domu. Gdy stanęliśmy pod ich drzwiami. Mój ojciec zapukał. Otworzyła nam jakaś dziewczynka.
-Dzień dobry-powiedział mój tata. Do małego dziecka mówić "dzień dobry" brawo tato
-Dzień dobry-za nią stanęła Summer. Serio ona??
-Ty-powiedziała
-Ja. Jak Ci nie pasuje to masz problem
-Samanto-upomniał mnie ojciec
-Ja!!
-Summer kochanie czemu nie wypuszczasz państwa do środka-powiedziała jakaś pani
-Dzień dobry. Ja jestem Mara Franklin. Proszę. Zapraszam-weszliśmy za nią do środka
-Ja nazywam się Richard Anderson. To jest moja żona Jennifer Horan-Anderson. To Niall syn mojej żony a to jest moja córka Samanta
-Sam
-Miło państwa poznać. Mamy jeszcze jednych gości. Parę godzin temu na przeciwko nas wprowadziła się pewna rodzina. Przy okazji ich syn spotyka się z moją córka i postanowiłam, że ich również zaprosimy. Jeżeli państwo nie mają nic przeciwko
-Nie. Z wielką chęcią poznamy nowych sąsiadów-powiedziała Jennifer
-Mów za siebie
-Samanto
-Przestań mówić do mnie Samanto. Mam siedemnaście lat a nie osiemdziesiąt
-Zapraszam do ogrodu-weszliśmy do ogrodu. Usiadłam na wolnym miejscu. Wyjęłam telefon z kieszeni. Napisałam smsa do Tori
"Pierdole zabierz mnie stąd"
"Skąd??"
"A bo Ty nic nie wiesz.  Mam nowych sąsiadów i oni zaprosili nas na grilla. Przy okazji dzisiaj wprowadziła się nowa rodzina i też tu jest. A na moje nieszczęście będę mieszkała obok największej dziwki na świecie. Ogarniasz, że ona ma chłopaka. Kurwa. Kto ją pokochał"
"Czekaj. O kim mówisz??"
"O Summer"
"Kurwa serio!! Ta suka ma chłopaka.  Pierdolisz??!!"
"No nie. Ja pierdole Tori zabierz mnie stąd. Kurwa mać. Głowa mnie napierdala. Kostka tak samo. Nigdy więcej nie mieszam marihuany z czystą. Choć muszę przyznać, że odlot nieziemski"
"Tak Ty i te twoje połączenia"
"No co... Choć napiłabym się...i zaciągnęła...RATUJ"
"A co zrobiłaś z fajkami. Już wszystkie wyjarałaś"
"No a co Ty myślisz. Jest impreza to fajek nie ma w ciągu paru godzin"
-Sam??-spojrzałam na dziewczynę
-Lottie??
-Ja-przytuliłam ją
-Matko boska Lottie co Ty tu robisz??
-Mieszkam na przeciwko
-Naprawdę??
-Tak
-Zajebiście
-Przyjaciółkę sobie znalazłaś
-A w mordę dawno nie dostałaś??-do ogrodu weszła pani Mara, moja cudowna rodzinka, mama Louis'ego i mężem i dziećmi
-Sam
-Dzień dobry proszę Pani
-Aleś Ty wyrosła
-I wypiękniała
-Louis-rzuciłam mu się na szyję
-Hej Sami
-O kochanie już jesteś-powiedziała Summer. Podeszła do niego i go pocałowała
-Chodzisz z tą dziw..
-Samanta
-Mógłbyś przestać mówić do mnie Samanta-powiedziała do swojego tatusia przez zaciśnięte zęby-Jesteście razem??
-Tak. A coś Ci nie odpowiada-odpowiedziała mi Summer
-Twoja obecność
-Wybacz. Takie życie
-Nie sądziłam Lou, że przyczynisz się do czegoś takiego
-Czyli??
-Być z kimś takim
-Odezwała się
-No ja w przeciwieństwie do Ciebie botoksu nie mam
-Ale ja przynajmniej nie jestem dziwką
-Polemizowałabym na ten temat. Przepraszam Ty jesteś dziewczyna od seksu, bo jak inaczej nazwiesz to jak puszczałaś się z Liam'em
-Zamknij się, bo nie ręczę za Ciebie
-Ludzie ratujcie mnie ona chce mnie pobić. Prędzej ja będę kochana córeczka niż Ty mnie porządnie uderzysz. A każdy wie, że ja nigdy nie będę grzeczna. Więc pomarzyć zawsze wolno.
-Dziewczyny skończcie tą kłótnie. Kiełbaski są już-powiedział pan Dan
-Ja dziękuję
-Dlaczego??-spytała pani Mara
-Bo jestem wegetarianką
-Ooo...No dobrze, ale sałatkę zjesz
-Tak
-To już wiadomo dlaczego jesteś taka chuda. Chudzielcu-powiedział Tommo
-Idź małpo-odwróciłam się do niego.
-Dalej masz ten łańcuszek
-I nigdy go nie zdejmę-pocałowałam go w policzek. Usiadłam do stołu obok Lottie. A obok mnie usiadł Louis
-Mamo mogę iść na imprezę-spytała Lottie
-Na jaką znowu imprezę?? W brata się zabawiasz. On też tylko imprezy i imprezy
-I Sam mamo-powiedziała Fizzy. Louis zakrztusił się piciem.
-Siostrzyczko a czy Ty chcesz mnie zabić??
-No co nie moja wina jak mama Cię pytała dokąd idziesz to zawsze odpowiadałeś "Spotkać się z Sam. Nie wiem kiedy będę. Nie czekajcie na mnie z kolacją. Bo jeżeli Sam nie będzie chciała wracać do domu to z nią zostanę"
-Fizzy zamknij się
-Dobra zakończmy temat Louis'ego i Sam. Wróćmy do imprezy Lottie. Kto tą imprezę urządza??
-Jakiś Liam. Spotkałam go przez przypadek i dał mi ulotkę
-Masz tą ulotkę??-spytałam
-Tak
-Pokażesz??
-Jasne-Lottie podała mi tą ulotkę.
-Sam przeczytasz na głos??-spytał mnie pan Dan
-Oczywiście
"Cześć nazywam się Liam Payne. Jeśli lubisz się trochę pobawić i pośmiać zapraszam Cię na moją imprezę. Odbywają się one codziennie. Więc wpadaj do mnie. Gwarantuje Ci dobrą zabawę"
-Jeszcze coś z tyłu jest napisane-powiedziała Niall
-PS jeśli zastanawiasz się dlaczego napisałem tą ulotkę. To już Ci odpowiadam. Jak jest mało osób a dużo alkoholu to moja przyjaciółka potrafi to wszystko wypić. Jeszcze jak połączy z narkotykami to ma odlot nieziemski. W chodzi do wszystkich szaf i pyta się gdzie jest Narnia. Rzuca telefonami krzycząc "Call Me Maybe". A ostatnio biegała po całym domu krzycząc, że widziała jak Smerfetka pieprzy się Papą Smerfem. Długo można jeszcze wymienia. Chodź przekonaj się jak jest. A  jeśli nie wiesz o kim mówię, to znaczy, że jesteś nowy"
-To co mogę??
-Niech pani jej pozwoli. Liam nie pije alkoholu, więc czuwa nad wszystkim
-Znasz go??
-Tak
-A przyjaźnisz się z nim??
-Tak, ale teraz jestem na niego zła??
-Za co??-spytał Lou
-Za to, że zrobił ze mnie chwyt reklamowy
-To o Tobie była mowa??-spytał mój ojciec
-Tak
-Samanto Anderson zabraniam Ci chodzić  na te imprezy
-Taa...uważaj bo posłucham
-Sam. Mówisz, że mogę ufać temu Liam'owi-spytała mnie mama Lottie
-Tak
-No dobrze. Ale Louis idzie z Tobą
-A po co mi on?? Na nic mi nie pozwoli?? Przecież Sam tam będzie
-Na mnie nie liczcie, bo ja w przeciągu pół godziny nie będę pamiętała gdzie jestem. Więc ja się nie podejmuje ryzyka opiekowania się Tobą na tej imprezie i na żadnej innej
-Widzisz, dlatego Louis tam pójdzie
-Nie bój się siostra nie na robię Ci obciachu
-Zabawny
-Sam schowaj telefon-powiedziała Jennifer
-Wiesz, że i tak Cię nie posłucham-napisałam sms'a do Liam'a
"Dzięki, że robisz ze mnie chwyt reklamowy.."
"Też Cię kocham"
"A ja Ciebie nie"
Położyłam telefon na stole. Jak mnie głowa boli
-Ma pani może tabletki na ból głowy??-spytałam mamy Summer
-Tak chodź ze mną-odpowiedziała mi. Wstała i poszłam za nią do kuchni. Wyjęła z szafki tabletki. Podała mi je wraz z szklanką wody
-Dziękuję-zrobiło mi się niedobrze i zakręciło w głowie-Gdzie jest łazienka??
-Tutaj po prawej-pobiegłam do niej i zwymiotowałam. Nigdy więcej nie łączę narkotyków z alkoholem. Opłukałam buzie i wyszłam z łazienki. Przed drzwiami stał Louis.
-Jak się czujesz??
-Tak jak każdy na kacu
-Wiem jak to jest
-Łączyłeś kiedyś marihuane z czysta??
-Nie
-No to nie wiesz jak się czuję
-Widzę, że nieźle wczoraj zabalowałaś
-Spadaj-walnęłam go w brzuch
-Auć. Jak zwykle mocno walisz w brzuch
-To było lekko
-To ja nie chce się przekonać na własnej skurzę jak uderzasz mocno
-Masz rację-uśmiechnęłam się do niego. Wróciliśmy do ogrody
-Jak się czujesz??-spytał Niall
-Już dobrze. Dziękuję-uśmiechnęłam się do niego
-Sam jakiś Harry do Ciebie dzwoni-powiedziała Lottie i podała mi mój telefon
-Hallo
-Hej Sami
-Hej Misiu. I co się stało??
-Ktoś się włamał, ale alarm szybko się włączył i ochrona szybko przyjechała. Na szczęści nic nie ukradli 
-To dobrze
-Ale przyjeżdżasz do mnie
-No pewnie
-Zapraszamy Liam'a i Victoria'e
-Nie wiem, może później
-Okay. Przyjechać po Ciebie
-Tak
-Jesteś u sąsiadów
-Niestety
-Za ile mam być
-Nie wiem
-Za pół godziny
-Okay. Czekam
-Papa 
-Cześć
-Gdzie Ty się znowu wybierasz??-spytał ojciec
-Do Harry'ego. Już Ci mówiłam
-A o której masz zamiar wrócić??
-Nie wracam. Nocuje u niego
-J co wy tam będziecie robić??
-Bardzo dużo ciekawych rzeczy
-Czyli??
-A co ja na spowiedzi jestem?? Zresztą to nie wasza sprawa co ja tu robię i z kim
-Dobrze. Tylko ja nie chce znaleźć twojego kolejnego zdjęcia w gazecie-uśmiechnęłam się jak przypomniałam sobie to zdjęcie
-Jakie zdjęcie??-spytał Niall
-Moje i Harry'ego jak tańczymy i on mnie dotyka w nieodpowiednich miejscach jak to powiedział mój tatuś
-W jakich miejscach??-spytał Louis
-Pod biustem
-No rzeczywiście w nieodpowiednich-zaśmiał się
-No nie
-Ale mam nadzieję, że śpicie osobno
-Nie. Jak jest Liam to jeszcze on z nami śpi. A jak jest Victoria...
-To ona też z wami śpi-przerwał mi Niall
-Nie ona jedyna śpi sama w pokoju gościnnym
-Jedyna porządna-powiedziała Jennifer
-Jak wy we trójkę mieścicie się na jednym łóżku??-spytał Louis
-Znaczy Liam śpi z nami jak chce wkurzyć Harry'ego. Inaczej wywala go z łóżka i mówi, że jestem tylko jego. A jak to mówi, to jak zwalam a później tego żałuję, bo zaczyna mnie łaskotać
-Widzę, że jesteś blisko z tym...Jak mu tam było
-Harry
-Z Harry'm
-Tak
-A jesteście razem??
-Kto?? Ja i Harry. Nie Choć w sumie dlaczego nie
-Nie mam mowy, nie będziesz spotykać się z bandytą
-Uważaj co mówisz o nim. A zresztą to nie twoja sprawa-ktoś zapukał do drzwi. Summer poszła otworzyć
-Ktoś do Ciebie-powiedziała
-Harry-wstałam i doczłapałam się do niego
-Sami-przytulił mnie i pocałował w policzek
-Właśnie o Tobie gadaliśmy
-Naprawdę??
-Yhm..
-A jak kostka??
-Boli jak cholera
-Pokaż-poszedł po krzesło i postawił obok mnie-Usiądź-zrobiłam to co kazał. Zdjął mojego buta i odwiną bandaż. Kostka była mocno spuchnięta
-Jedziemy do szpitala i nie dyskutuj ze mną
-Dobrze-pomógł mi wstać-Dziękuję, za gościnę
-Nie ma sprawy. Zapraszamy częściej-powiedziała pani Mara
-Lottie widzimy się na imprezie u Liam'a
-No pewnie-uśmiechnęłam się do niej. Spojrzałam na Louis'ego. Summer siedziała na jego kolanach a on ją zaczął całować. Łzy zaczęły napływać mi do oczy
-Możemy już iść??-spytałam Harry'ego. On pokiwał głową-Do widzenia-dodałam i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Harry otworzył mi drzwi od samochodu. Po chwili ruszył. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach,
-Co jest??
-Ten chłopak co całował się z Summer to był...
-No kto to był??
-Louis




Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Jest mi strasznie głupio. Przez pięć miesięcy nie dodawałam nic. Zgubiłam zeszyt w którym piszę tego bloga i Secret. A jak ma się świadomość, że jest coś napisane to ciężko jest coś napisać od nowa. Boże jest mi strasznie głupio. Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewacie. Kocham was wszystkich. Mam nadzieję, że podoba wam się rozdział. I że mi wybaczycie. Przepraszam za błędy, ale odkryłam, że na telefonie szybciej się piszę. Więc z góry przepraszam. Piszcie komentarze. Proszę <3